MIROSŁAW

PRZYSIWEK

Kontakt: 3e.dobrajakosc@gmail.com




        Nazywam się Mirosław Przysiwek. Jestem rodowitym Stargardzianinem. Urodziłem się w 1959 roku. Mam 59 lat. Jestem żonaty. Z żoną Elżbietą wychowaliśmy dwoje dzieci, z których: córka Ewelina jest absolwentką Klasy Skrzypiec Akademii Muzycznej w Poznaniu i magistrem filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego, syn Marcin zaś absolwentem Wydziału Matematyki Uniwersytetu Poznańskiego.
       
Rys ten osobowościowy napisany został w roku 2014 na potrzeby kandydowania do władz samorządowych Gminy Kobylanka i został zmodyfikowany w roku 2018 w taki sposób, że część jego fragmentów - celem spójności przekazu - przeniesiono do innych zakładek, traktując przeniesione treści jako poboczne, jednak ważne i godne pozostawienia.

        Z uwagi na wielość wydarzeń i wielowątkowość każdego z nich, a wszystko mające związek z moją 30'to letnią już obecnością w przestrzeni publicznej i pracy w instytucjach publicznego zaufania, życiorys swój przedkładam w formie rozszerzonej. Powodem takiej nadal decyzji, pozostaje krotność pytań dotyczących mojej działalności publicznej a konfrontowanych z informacjami medialnymi, które im niegdyś towarzyszyły. Owo "niegdyś" za przyczyną internetu pozostaje dla mnie ciągłą teraźniejszością. Dzisiaj, u progu 2019 roku nadal, choć artykuł napisano i opublikowano w roku 2002, w okresie kiedy rozpoczynałem swoją pracę na rzecz Kobylanki, w wyszukiwarce Google dla nazwiska "Przysiwek Mirosław", w czołówce stron (5 pozycja) widnieje ciągle artykuł "Rządzi po wyroku".   Komuś bardzo zależy do dziś na ciągłym pozycjonowaniu tej strony, powstałej 16 lat temu, w 2002 roku. Opisywana w artykule sprawa dotyczy okresu mojej pracy w banku w roku 1998. W prowokację, którą mi wtedy przygotowano włączono w konsekwencji policjantów, prokuratorów i stargardzkich sędziów. Ci ostatni, prześcigali się w wydawaniu wyroków, (pierwszy),   (drugi), skazując mnie okresowo, próbując tym sposobem wykluczyć z bycia w przestrzeni publicznej. I choć Ci wszyscy nieszczęśnicy, symbolizowani ostatecznie osobą ówczesnego Prezesa stargardzkiego Sądu ostatecznie przegrali,   i zapłacili koniecznością   publicznego przepraszania   mnie w prasie, a i wpłaceniem datku na   Stargardzki Dom Dziecka,  choć wszystko było misterną grą z wykorzystywaniem kłamstwa jako narzędzia eliminacji mojej osoby, mimo tego wszystkiego, każdy internauta codziennie, gdy tylko zechce "wspomnieć moje nazwisko" dowiaduje się, że jestem specjalistą od przywłaszczania i wyłudzania państwowej własności. To nigdy nie było prawdą.
Nie tylko to lecz wiele też innych jeszcze informacji pozostało w pamięci przestrzeni publicznej, ot chociażby, o pobiciu policjantów i jeździe pod wpływem alkoholu, którą gdzieś tu poniżej podsumowuję. Wszystko to, ciągle żywe i aktywne dzięki internetowi często, zajmuje cenny czas spotkań, przenosząc ciężar zainteresowania z problemów społecznych na moją osobie. Aby zjawisko to wykluczyć a siebie ochronić, w prezentowanym poniżej rysie osobowym skatalogowanym tematycznie, zamieszczam informacje jak je pamiętam i w sposób łatwy do zweryfikowania dla szczególnie zainteresowanych lub zaangażowanych w rozpoznawanie.

............................................

NARODZINY DZIAŁALNOŚCI PUBLICZNEJ.
        Swoją działalność publiczną, niedojrzałą jeszcze i nierozpoznaną rozpocząłem w szkole średniej, Technikum Leśnym w Warcinie, w roku już 1974. Nie wiedzieć dlaczego, ogarniała mną wtedy -jak sobie przypominam- nieodparta chęć, bardziej odkształcania niż zmiany otaczającej mnie rzeczywistości, którą uważałem -na tamten czas- za niezmienną, jakby tylko „uwierającą mi bok”. Rozpychając się jednak, dostarczałem należnej sobie przestrzeni. Szybko zostałem przewodniczącym samorządu szkolnego, a także -bodaj pierwszym w historii Technikum- przewodniczącym samorządu szkoły i internatu jednocześnie. Jakby było mało, wstąpiłem do PZPR’u, co wymusiłem –, …raczej wypłakałem” na dyrektorze Szkoły. Stało się śmiesznie i głupio zarazem. Ja wierzący w to wszystko i wszyscy Oni, kochani i pozostający na zawsze w mojej ciepłej pamięci nauczyciele-wychowawcy, stwarzający wrażenie –dla mnie tylko – że to działa.
Ciągłą rywalizacją sportową, a trenowałem strzelectwo sportowe, hartowałem osobowość, lecz -co najważniejsze- uchylałem tym drzwi internatu na zewnątrz, na wyjazd do miasta. Choć różne były tego skutki, nauczyłem się wtedy gospodarować obszarem wolności konstatując po czasie, że jego wielkość jest odwrotnie proporcjonalny do rozmiaru swobody. Wtedy jednak bardziej cieszyło to mnie niż umartwiało.
W roku ’79, pyszny, dumny, zarozumiały i zdaje się na ów czas - spełniony, opuściłem Technikum Leśne w Warcinie. Z internatu przeniosłem się do akademika.
............................................

DOJRZEWANIE DZIAŁALNOŚCI PUBLICZNEJ.
        Zderzenie 5-ciu lat wzrastania w odludnym acz zacisznym Warcinie z wielką Warszawą, samym jej mokotowskim centrum, ulicą Rakowiecką powodowało nieodpartą chęć bycia wszędzie, najmniej jednak na wykładach, a studiowałem leśnictwo na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Działalność kulturalna, którą prowadziłem z grupami osób potrzebujących gitarzysty koło siebie, wprowadziła mnie w krąg ludzi o szerokim horyzoncie, którego perspektywą się zachłysnąłem.
Był rok 1980, horyzontem tym była suwerenna i wolna Ojczyzna, której poświęcaliśmy noce dyskusji, stawiając pytania o jej przyszłość, jednocześnie - na miarę swoich możliwości - udzielając odpowiedzi co zrobimy jutro, "by nie mówiła, że boli".



perspektywą zaś „Solidarność” w zwycięstwo której wierzyliśmy i nieformalnym jej hymnem już wieszczyliśmy.



        Do października 1981 roku wykułem i uformowałam nową osobowość a publiczny jej charakter zwieńczyłem złożonym w dziekanacie wnioskiem o wystąpieniu z PZPR'u. To właśnie w październiku ’81 roku rozpocząłem na dobre swoją dojrzałą i rozpoznaną działalność publiczną. Pieczęcią sankcjonującą podjętą decyzję oraz nadającą jej rangę „publico bono” był czynny udział w strajku studentów Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Swoją tam obecnością, potwierdziłem jednoznaczną -na zawsze- postawę wobec zła wnikającego w przestrzeń publiczną za pośrednictwem zideologizowanych systemów społecznych, wzrosłych na fundamencie oświeceniowego materializmu. Jedną z konsekwencji okresu strajku było delegowanie mojej m.in., osoby przez ówczesny Uczelniany Komitet Strajkowy do wspomożenia (osłony z zewnątrz) strajku podchorążych Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej w Warszawie, z chwilą otoczenia murów uczelni kordonem jednostek Milicji oraz ZOMO. W strajku uczestniczyło 96% stanu podchorążych, z których kilku - po okresie "osławionej pacyfikacji" - kontynuowało strajk na mojej, macierzystej uczelni.
Na marginesie:.
..........................................

DZIAŁALNOŚCI PUBLICZNA W PRACY ZAWODOWEJ.
        Pracę zawodową rozpocząłem w marcu 1983 roku w Nadleśnictwie Dobrzany, obejmując po roku, samodzielne stanowisko leśniczego leśnictwa Krzemień. Do początku 1990 roku, zarządzałem ponad 2'ma tys. ha lasów, rozpostartych pomiędzy Ińskiem a Dobrzanami, w czym najwydatniej pomagali mi sami mieszkańcy krzemieńskiego lasu. Pracując jako leśniczy, już w roku 1989 na terenie ówczesnych Dobrzan, podjąłem działalność publiczną zmierzającą w skutkach do usunięcia prl’owskiej władzy, reprezentowanej wtedy przez dwie osoby: I-go gminnego sekretarza partii oraz naczelnika gminy w Dobrzanach. W trakcie prowadzonej wtedy działalności na rzecz dobrzańskiego środowiska, która szybko dotarła do lokalnych dysydentów, oskarżony zostałem przez szefostwo Nadleśnictwa o malwersacje finansowe związane z szacowaniem szkód łowieckich oraz brakami stanu magazynowego drewna w lesie. Mimo różnorakich działań prowokacyjnych, choćby podrzucenie nocą, na tereny mojego leśnictwa transportu obcego drewna, oznakowanego symboliką mojego leśnictwa czy pisemnych doniesień o usiłowaniu pozbawienia życia osób trzecich, wszystko to doprowadziło jedynie do: ...dyscyplinarnego zwolnienia z pracy.
Na marginesie:.
..........................................

Pozbawiony środków do życia, kontynuowałem swoją działalności do czerwcu 1990 roku. Wtedy to nastąpiło podsumowanie mojej pracy pro publico bono jak sobie to wtedy tłumaczyłem. Efektem ostatecznym mojego zaangażowania w rozpoznawanie otaczającej rzeczywistości był kompletnie nowy skład Rady Gminy Dobrzany, całkowita zmiana struktury władzy, a osoba moja - pierwszego burmistrza Dobrzan - stała się gwarantem utrzymania tych zmian.



PIERWSZA PUBLICZNA DZIAŁALNOŚĆ SAMORZĄDOWA.
        W czerwcu 1990 roku uchwałą Rady Gminy zostałem wybrany na stanowisko burmistrza Dobrzan. Już w pierwszych chwilach urzędowania zetknąłem się z leżącą do podpisania decyzją ostatniego prl'owskiego Wojewody Szczecińskiego. Dotyczyła ona sprzedaży ok. 600 ha gruntów Skarbu Państwa leżących na terenie Gminy Dobrzany. Podpisana wcześniej przez naczelnika, wymagała jedynie kontrasygnaty nowo wybranych władz. Po pokusach związanych z możliwościami, które powstawały za cenę złożenia podpisu pod decyzją Wojewody, przyszło mi ponownie zmierzyć się z kolejną ich wersją. Tym razem ich autorem był prawnik likwidatora Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, która niegdyś produkowała w Dobrzanach. Próba "grabieży" przez likwidatora Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej majątku Państwowego Funduszu Ziemi drogą sądowego usankcjonowania (czytać: nieuczciwości procesowej) nienależnej Spółdzielni własności, zakończyła się wygraną Gminy w Sądzie Najwyższym, który uchylając dotychczasowy prawomocny już wyrok poznańskiego SA, jednocześnie ukierunkował wyrokowanie w kolejnych instancjach. Trwało to kilka jeszcze - następnych - lat.
Na marginesie:.
..........................................

W 1992 roku, w trakcie pełnienia funkcji burmistrza Dobrzan, dostrzegając konieczność realizacji zadań ponadgminnych, widząc bezczynność instytucji Państwa, także swoją niemoc i często bezradność w obliczu "chuligaństwa instytucjonalnego", zainspirowałem i włączyłem się   w powołanie nieformalnej struktury samorządowej pod nazwą Konwent Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów Województwa Zachodniopomorskiego, zostając następnie jego przewodniczącym.
Na marginesie:.
..........................................



CHWILA PRZERWY.
        W 1994 roku uznając, że wypełniłem swoją publiczną misję,   zrezygnowałem z ubiegania się o reelekcję na urząd burmistrza. Słowo „misja”, użyte jest tu bardzo na wyrost, gdyż włączając się całym sobą w obalenie starego porządku nie chciałem, co głośno oznajmiałem - zostać burmistrzem Miasta i Gminy Dobrzany. Pracowałem, ...i początkowo wszyscy w grupie, na rzecz innego kandydata spośród nas. Stało się inaczej dzięki jedynie mieszkańcowi Szadzka i to w chwili ostatniej z możliwych. Był to niezapomniany dla mnie, wspaniały wieczór. Zmienił moje całe życie. Zakotwiczył mnie na swoim miejscu - w przestrzeni publicznej.
Rezygnacja moja z kandydowania była dobrowolna i wcześniej przemyślana.  - Nie wystąpiłem w wyborach jako kandydat, cedując całe swoje poparcie na rzecz popieranej przez siebie osoby, która ostatecznie wygrała głosowanie i została burmistrzem. Ja otrzymałem poparcie społeczne w największym okręgu wyborczym miasta Dobrzany i zostałem radnym II kadencji władz samorządowych Gminy Dobrzany. Pragnąc rozwijać swoje zainteresowania oraz pogłębiać wiedzę w dziedzinie leśnictwa, rozpocząłem doktorat w Instytucie Urządzania Lasu, Wydziału Leśnego, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Z uwagi, że nie przyjęto mnie do pracy w leśnictwie, które zorganizowałem od podstaw i w którym mieszkałem, pozbawiony kolejny już raz pracy, dochodów i mieszkania, nie mogłem kontynuować studiów doktoranckich, kończąc swoją pasję na jedynie, wykonaniu badań terenowych w drzewostanach parków zabytkowych zachodniego Pomorza: Śniatowie, Rybokartach i Stuchowie. Konsekwencją najboleśniejszą nieprzyjęcia do pracy było opuszczenie Dobrzan, gdyż zamieszkiwałem służbowo na majątku Nadleśnictwa. To pozbawiło mnie także mandatu radnego z mocy prawa.
............................................

DZIAŁALNOŚĆ W INSTYTUCJI PUBLICZNEGO ZAUFANIA - BANKU.
        W 1995 roku, w wyniku pomyślnie dla mnie rozstrzygniętego konkursu organizowanego przez Radę Nadzorczą Banku zostałem Prezesem Banku Spółdzielczego w Dobrzanach, choć już tu nie zamieszkiwałem. Bank, co odkryłem niebawem, posiadł w okresie dwóch ostatnich lat blisko 4 miliardową (liczoną w ludowych złotych) stratę ciągnioną i decyzjami Prezesa Narodowego Banku Polskiego, wtedy Hanny Gronkiewicz Waltz przewidziany był do likwidacji w roku następnym. Pomyślna jednak realizacja programu naprawczego (tu trzeci z kolei)   który opracowałem, choć nigdy nie zatwierdzony przez KNF NBP, (uznany za nierealny) postawił Bank do pionu. Także restrukturyzacja związana z m.in., zatrudnieniem doprowadziła do sytuacji, że po roku Bank zanotował pierwszy od 4 lat zysk w kwocie ~33 tys. PLN (już nowych złotych). Do końca 1999 roku   odpracowałem ,   2/3 straty ciągnionej, a w roku 2000 przeprowadziłem pomyślną i unikatową w skali kraju restrukturyzację Banku, włączając go - jako jeden z nielicznych w kraju - w struktury BGŻ, wypłacając wcześniej pełne udziały wszystkim spółdzielcom - członkom banku. Fakt ten jako unikatowy na tamte czasy znalazł swoje miejsce w opisie na łamach dziennika Rzeczpospolita.
Na marginesie:
..........................................

DRUGA PUBLICZNA DZIAŁALNOŚĆ SAMORZĄDOWA.
        W roku 1998, jako ówczesny a nawet wcześniejszy jeszcze admirator i zwolennik podziału kraju na samorządowe struktury powiatowe, podjąłem próbę ponownego włączenia się w prace na rzecz kształtowania przestrzeni publicznej. Zostałem wybrany   do Rady nowo utworzonego Powiatu Stargardzkiego. I–sza kadencja Rady Powiatu,   skutecznie i na zawsze wyleczyła mnie z admirowania na rzecz istnienia tych struktur lokalnych. Już nigdy nie podjąłem się wspierania sobą tego nieefektywnego, szkodliwego bytu samorządowego. Uważam jego trwanie w obecnej formie, a myślę, że i każdej innej samorządowej za szkodzące mojemu Państwu.
............................................

TRZECIA PUBLICZNA DZIAŁALNOŚĆ SAMORZĄDOWA.
        W połowie roku 2000, lokalna społeczność Kobylanki, reprezentowana przez Radę Gminy, w wyniku utraty zdolności skutecznego sprawowania władzy wykonawczej, spośród kilku przesłuchanych kandydatów na potencjalnych wójtów, wybrała moją osobę   na to stanowisko. Gmina Kobylanka, u początków mojego nią zarządzania, była w bardzo złej sytuacji finansowej. Potwierdzały to publicznie, kilka razy   „Wydarzenia” TVP1 ,   informując Polaków o bankructwie Gminy. Potwierdzała to także analiza budżetowa, którą wykonałem u progu swojej pracy dla Kobylanki i którą złożyłem Radzie w postaci sprawozdania .   Na progu roku 2001 Kobylanka była gminą ubogą, choć z wielkomiejską aspiracją. To ona stała się przyczyną wspomnianych konfliktów. Jej zaspokajanie zrodziło pęd ku galopującemu się zadłużaniu. Posiadając niewielki 4,8 milionowy budżet, Gmina zadłużyła się do poziomu 10,1 mln zł w okresie dwóch lat, co rozsadziło Radę Gminy. W sprawozdaniu przedstawiłem jednocześnie nie tylko wynikający z sytuacji stan finansów publicznych Kobylanki, ale też prognozy na przyszłość wraz z programem naprawczym. Zatwierdzony na sesji dokument, zrewolucjonizował budżet roku 2001, niemal podwajając roczne dochody Gminy.   Stało się to odskocznią – co pokazała przyszłość - uzyskania za kilka lat, nagrody najlepszej gminy wiejskiej w kraju.   Potwierdzone to zostało wynikami opublikowanymi w ramach "Złotej Setki Gmin" przez dziennik Rzeczpospolita oraz dyplomem otrzymanym podczas uroczystej gali wręczania nagród   w Warszawie. Wyniki rankingu Rzeczpospolitej potwierdził też inny samorządowy ranking, publikowany i organizowany przez prasowy organ samorządowy - Wspólnota. Zakwalifikował on Gminę Kobylanka do 10-ciu najlepiej rozwijających się Gmin w Polsce, obdarowując Gminę – ku pamięci - statuą Króla Kazimierza Wielkiego .
W roku 2002 moja praca samorządowa na rzecz lokalnej społeczności w Kobylance została doceniona wyborem na stanowisko wójta, w pierwszych bezpośrednich wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów.
............................................

PRZERWANA DZIAŁALNOŚĆ NA NIWIE PUBLICZNEJ.
        W święto Bożego Narodzenia 2002 roku doszło do zdarzenia, które skutecznie - na kilka lat - wyłączyło mnie z końcem 2006 roku, z pełnienia funkcji publicznych. W roku 2005, uprawomocnił się wyrok skazujący mnie za pobicie policjantów oraz jazdę samochodem pod wpływem alkoholu. W postępowaniu sądowym przed stargardzkim sądem rejonowym, nie znalazł wiarygodności fakt - potwierdzony jednomyślnymi, niesprzecznymi zeznaniami kilku świadków zdarzenia - że osoba moja wraz z samochodem znajdowała się w chwili zdarzenia w punkcie innym (Stargard, Dworcowa 19) niż wynikało to z dokumentów Policji (Stargard, Dworcowa 32). Ta różnica to blisko 350 metrów.
Na marginesie:
..........................................

BYCIE PRZEDSIĘBIORCĄ.
U progu 2007 roku zakończyłem kadencję wójta Gminy i po kilku miesiącach znalazłem zatrudnienie w dużym szczecińskim przedsiębiorstwie budowlanym. Po roku pracy na stanowisku dyrektora, przedsiębiorstwo to zostało sprzedane izraelskiemu właścicielowi. Niespójność metod działania oraz form komunikacji, nadto jednak brak „intelektualnej kompatybilności” z żydowskim pracodawcą, wszystko to spowodowało, że złożyłem wypowiedzenia z pracy. Ostatecznie rozstałem się z zakładem w 2009 roku. To polskie przedsiębiorstwo, niegdyś bardzo prężne i renomowane na rynku krajowym, zatrudniające do 200 pracowników, w tym liczne grono inżynierów z uprawnieniami budowlanymi i do projektowania, w konsekwencji upadło. Żydzi, pod zmienioną na „TAHAL” nazwą przedsiębiorstwa funkcjonowali jeszcze z 2 -3 lata na polskim rynku, po czym słuch po TAHAL zaginął. Pobrzmiewali jeszcze jako „Watek” choć w okolicznościach raczej dłużników, bądź uciekających od długów.
W roku 2009 podjąłem pracę w charakterze przedsiębiorcy prowadzącego prywatną działalność gospodarczą. Spośród niepowodzeń będących wynikiem „smagania” polskiego przedsiębiorcy przez rządzące „Yelity” III RP kończących się często w sądzie z powodu karygodnego rozumienia prowadzenia inwestycji przez Inwestorów (np. Zarząd Dróg Powiatowych w Kole, Gmina Tarnowo Podgórne) były też rodzynki satysfakcji z bycia przedsiębiorcą, za którą to satysfakcją nie kroczyła jednak -choćby skromnie- pobrzękująca kasa. Spośród kilku, na ugorze wykwitłych rodzynków, nie stanowią one żadnej przesłanki do zelżenia stopnia krytycyzmu dla tzw. „okresu kompradorskiego RP", jak zwykłem już od dawna, za mądrzejszymi, określać ostatnie 30 lat.
............................................

CZWARTA PUBLICZNA DZIAŁALNOŚĆ SAMORZĄDOWA.
        W sierpniu 2014 roku, po wcześniej przeprowadzonych konsultacjach z kilkunastoma mieszkańcami Kobylanki, Reptowa i Morzyczyna podjąłem decyzję o kandydowaniu w wyborach samorządowych na stanowisko wójta Gminy Kobylanka. Dosyć łatwą wygraną uczynił fakt, że Gmina - niczym w roku 2000 - bankrutowała. Należeliśmy do nielicznych, którzy kredytowali się w parabankach by zaspokoić bieżące funkcjonowanie Gminy. Skalę dramatu a i śmieszności zarazem niech oddaje fakt ratalnych zakupów nawet telefonicznych aparatów komórkowych. Dwa dni po zaprzysiężeniu stanąłem przed najtrudniejszą z decyzji całej obecnej kadencji. Na posiedzenie pierwszej sesji nowej Rady Gminy przedłożono projekt uchwały przygotowany jeszcze przez poprzednika. Dotyczył wprowadzenia w życie realizacji Programu Postępowania Naprawczego. Przyjechało "profesorstwo" z Poznania i przekonywało "slajdami i minami" jak bardzo niezbędne jest ustanowienie, opracowanego przez nich - Programu. Dramatyzm potęgowało uzasadnienie do uchwały w którym napisano, cyt: "Gmina nie jest w stanie spłacić debetu w rachunku bieżącym w wysokości 1.500.000 zł na koniec roku budżetowego"
        Może nie tak spektakularnie jak w roku 2001, kiedy to niemal podwoiłem dochody budżetu Gminy Kobylanka, które potem już tylko rosły, ale już w połowie pierwszego roku swojej pracy byłem daleko zaawansowany w reformowaniu systemu zarządzania Gminą. Oczywiście było to możliwe jedynie z powodu, że odważyłem się odrzucić przygotowaną przez ustępującą Radę Gminy uchwałę wdrażającą w życie program postępowania naprawczego.
Zwróciło mi się w postaci "renty zwrotnej dodatniej" doświadczenie nabyte ongiś w pracy w Banku Spółdzielczym w Dobrzanach. Tam realizowałem taki program, oczywiście z zachowaniem różnic właściwych danym podmiotom. W instytucjach publicznego zaufania, regulowanych z zasady ustawami, realizowanie takiego programu naprawczego równa się wykluczeniu intelektu ludzkiego z bieżącego wpływania na kształt tej realizacji. Wszechobecność sztywnych procedur staje się kagańcem niemocy nawet, gdyby sytuacja znacznie się poprawiła.
        W Kobylance niestety, na koniec 2014 roku sytuacja poprawiać się jednak nie chciała. Cała sfera budżetowa: pracownicy urzędu, nauczyciele, pracownicy instytucji kultury oraz administracji nie otrzymali wynagrodzeń za miesiąc grudzień 2014 roku. Takie były pierwsze dni mojej pracy w Urzędzie Gminy Kobylanka, poza tym dosłownie pierwszym, w którym wygoniłem z Kobylanki wykonawcę "kolaborującego" z władzami Urzędu, działających wespół na szkodę przestrzeni publicznej. Była to firma zajmująca się kontrolą prędkości ruchu drogowego metodą fotoradaru.
        Po audycie przeprowadzonym na początku mojej pracy w Urzędzie odkryłem, że dokumenty finansowe nie oddają rzeczywistego stanu finansów publicznych Gminy. Dług publiczny zamiast wykazanych 15.621.249,42 zł wyniósł ostatecznie 23.426.628,46 zł. Okazało się, że nie ujęto: zobowiązań niewymagalnych, wynikających z niezapłaconych faktur i niespłaconych rat kredytów co wyniosło 2.592.267,43 zł oraz zobowiązań i roszczeń które z racji na moment ich wykazania nie podlegały jeszcze ujęciu w księgach rachunkowych (nie było np. prawomocnych wyroków sądów). Takich zobowiązań odkryto na kwotę 5.213.111,61 zł. Dla przykładu, samo tylko zadłużenie dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z racji kosztów oświetlenia ulicznego, którego nie regulowano od 2009 roku, co było już przedmiotem wyroku sądu, (choć jeszcze nieprawomocnego) wyniosło ponad 1,3 mln zł. Wszystko zebrano w Suplement do Sprawozdania z wykonania budżetu za 2014 rok i wysłano do Regionalnej Izby Obrachunkowej celem zaopiniowania. Następnie, aby pozostał trwały ślad z okresu tej "ruiny Gminy", opublikowano Sprawozdanie z Suplementem w Dzienniku Urzędowym Wojewody Zachodniopomorskiego. (Dz.Urz.2015.poz.3162, [str.56-58.])

Długo by pisać co zostało zrobione, aby wyjść z bankructwa finansów publicznych Gminy Kobylanka (a i w tym także, posiadałem już niejakie doświadczenie).
Jednak, co by nie napisać, efekt jest dziś bardzo satysfakcjonujący, ...jednocześnie Kobylanka wróciła na listy rankingowe.
Dochody planowane za cały rok 2018 powinny się ukształtować na poziomie 32.400.096,42 zł, wydatki zaś 39.902.229,32 zł. Jeszcze cztery lata temu wyniosły odpowiednio: D.=19.390.952 zł owaz W.=17.426.436 zł.
I choć dług wzrośnie do ok. 16 mln zł to "szkodliwość" jego będzie skompensowana dodatnim efektem społecznym w postaci istnienia nowej Szkoły Podstawowej w Kobylance oraz użytkowaniu dwóch, długo oczekiwanych odcinków dróg publicznych kategorii gminnej, ulic: Bolesława Chrobrego w Morzyczynie oraz odcina Jęczydół - Kobylanka.


PS.
Uwaga jeszcze mała, której nie powinno zabraknąć na zakończenie tegoż "publi-rysu". Nic, co udało się zrobić dobrze na rzecz Dobra, nie byłoby powstało bez towarzyszących Dobru ludzi. Konstatując zawartość tej retrospekcji, spisanej ad hoc na potrzeby pozostania w przestrzeni publicznej zrozumiałem głębiej coś co wymknęło się mojemu intelektowi i osiadło niechcący na kamiennej płycie, opodal "Wieńca Dobra". Myślę, że tym zwieńczonym Dobrem kolejnym, potwierdzającym dobroć Dobra są towarzyszący Dobru ludzie. Każdego z osobna i wszystkich razem, na dobre, zachowuję w swojej pamięci. JEST DOBRZE.

...i jest dobrze, mimo -jak mi się wydaje- niedobrego rozstrzygnięcia. Bo dobrym jest nie to, które wydaje się dobrem lecz, które kolejnym zwieńcza się dobrem. I nie zamartwiajmy się faktem, że zwieńczeń nie dostrzeżemy. To jego implicytywna właściwość jest tego jedynie powodem. Jak jednak rozczytać, odkryć czy do zwieńczenia doszło?, ...a jeżeli, to które dobro jest tym zwieńczonym z dobra poprzedniego? Nie musi przecież!. Jest ku temu rada, choć kto chce ją dziś stosować? To: zaangażowanie w rozpoznawanie i rozpoznawanie z zaangażowaniem.


REFLEKSJA POWYBORCZA

I. Kłamstwa wyborcze a wynik wyborów samorządowych w Kobylance.

A.) Rodzaje kłamstw.

        1.) Znaczenie kłamstwa wyborczego kolportowanego ulotkami wyborczymi KWW Julity Pileckiej cyt: "Obecny wójy otrzymuje pensję i dodatki w najwyższej możliwej wysokości przewidzianej przez poprzednie przepisy!"

        2.) Znaczenie kłamstwa wyborczego kolportowanego ulotkami wyborczymi KWW Julity Pileckiej cyt: "W mijającej kadencji wójt nie pozyskał żadnych środków z Unii Europejskiej"

        3.) Znaczenie kłamstwa wyborczego kolportowanego ulotkami wyborczymi KWW Julity Pileckiej cyt: "[...] sama tylko budowa ulicy Długiej i Jeziornej oraz rozbudowa szkoły w Kobylance to strata co najmniej 7 mln zł!. Tymczasem obecny wójt zamierza sfinansować te inwestycje z pieniędzy pożyczonych, które trzeba będzie zwrócić."

Z wyrazami szacunku
Mirosław Przysiwek

KWW
COPYRIGHTS TO 3E